Wizyta w Oceanarium

Ciudad de las Arte y las Ciencias, czyli Miasto Sztuki i Nauki to kompleks futurystycznej architektury o łącznej powierzchni 350 tys. km. Dzieło dwóch słynnych architektów Santiago Calatrava i Felix Candela składa się z pięciu głównych części: Jest to Oceanarium, kino IMAX z planetarium, muzeum sztuki oraz budynku opery wraz z promenadą.

 

Oceanarium:

 

Jest to największe w Europie oceanarium, składające się z kilku obiektów. W każdym z nich przedstawione są ekosystemy mórz i oceanów świata. Znajdziemy tu prawie 50 tys. ryb i innych stworzeń morskich (tj. pingwinów, delfinów, koników morskich, żółwi, morsów i wiele innych) z 500 różnych gatunków świata. Jest to atrakcja dla osób w każdym wieku, zarówno młodych jak i starszych czy rodzin z dziećmi. Największe wrażenie w tym ciekawym miejscu w Walencji robi 70-metrowy tunel z którego jeszcze dokładnie można podglądać zamieszkujących tu mieszkańców. Dodatkowo w oceanarium zwiedzimy również największe na świecie delfinarium o łącznej kubaturze 26 mln. m³. Składające się z 5 basenów a na widowni przy nieziemskich spektaklach z tymi ssakami, może przebywać nawet 1,5 tys. Widzów.

źródło: lubiehiszpanie.pl

 

Droga do Oceanarium zajęła nam dobre 40 minut. Wysiedliśmy na stacji metra blisko kompleksu Miasta Sztuki i Nauki, ale musieliśmy tam dojść jeszcze ogrodami Turii. Rzeczywiście cały kompleks robi wielkie wrażenie. Jest monumentalny swoją wielkości i oryginalnym wyglądem. Z góry budynki wydają się być stylizowane na monstrualne morskie stwory, które wynurzają się z głębin i zdają się zaraz schować pod powierzchnią ziemi. Pomiędzy budynkami są duże płytkie baseny wody, które tylko podkręcają futurystyczny styl. Dość powiedzieć, że niedawno kręcono tutaj odcinki serialu z lore Star Wars.

 






















Oceanarium to kompleks budynków ze swoją naziemną oraz podziemną częścią. Większość akwariów znajduje się pod ziemią, co zapewnia głęboki półmrok pozwalający nacieszyć oko pływającymi okazami ryb i nie tylko posegregowanych na różne strefy klimatyczne oraz geograficzne. Niektóre akwaria są małe, inne olbrzymie. Oszklone tunele robią największe wrażenie. Zwłaszcza, gdy nad głową przepływają rekiny i wielkie manty.

 

Nad ziemią znajdują się baseny z ptactwem, lwami morskimi jest terrarium z krokodylami (schowały się lenie pod krzewami zakopane w piachu), żółwiami i przeróżnym ptactwem. Wszystko zatopione jest wśród zieleni drzew i krzewów.

 

Zdecydowaliśmy się pójść na pierwszy pokaz w delfinarium i dobrze, ponieważ już 40 minut przed kolejnym można było usłyszeć komunikat, że wszystkie miejsca w delfinarium są zamknięte.

Pokaz rozpoczął się oryginalnie grą w kahoot. Pierwsze pytanie było bardzo proste, dotyczyło zwierzęcia na obrazku, który był okrywany kafelek po kafelku i już od pierwszego było oczywistym, że jest to delfin. 26 milionów litrów było odpowiedzią na kolejne pytanie o ilość wody w pięciu basenach delfinarium. Kolejne pytania dotyczyły największych zagrożeń dla rekinów (rabunkowe połowy ryb), tego co należy zrobić, gdy znajdzie się żółwia na plaży potrzebującego pomocy (należy zadzwonić na 112) i ilości gatunków, nad którymi prowadzi się badania w Oceanarium (32).

Patrząc na licznik odpowiedzi wyświetlany na wielkim telebimie mogę spokojnie powiedzieć, że spośród przeszło tysiąca ludzi zgromadzonych w amfiteatrze delfinarium ponad dwieście podniosło rękawicę.

 

I teraz hit! Ten młody człowiek na zdjęciu to Szymon. Zajął trzecie miejsce, co oznacza, że na wszystkie pytania znał, albo strzelił odpowiedź, jedynie dwie osoby zrobiły to o kilka sekund szybciej od niego. Gratulacje.

 




Zwiedzanie zakończyliśmy filmem 4D. Był to 13 minutowy film przyrodniczy dotyczący rekinów. Trochę popsikało łydki wodą, czasem coś, co znajdowało się fotelu, delikatnie puknęło w plecy, z sufitu poleciały bańki mydlane imitujące bąbelki powietrza w wodzie, okulary 3D działały. Ot całe 4D. Ale film ciekawy.

 

Dzień był upalny. Ponad trzydzieści stopni i zwiedzanie po długich piątkowych wzajemnych odwiedzinach w pokojach potrafią wyssać każdą uncję energii. Zwiedzanie, zwłaszcza wypełnione takimi atrakcjami i wrażeniami męczy.

 





























Mieliśmy ambitne plany na resztę dnia, ale zrobiła się druga po południu, zanim wróciliśmy do hostelu, odwiedziliśmy supermarket i zrobiła się czwarta po południu a przecież na finał Ligi Mistrzów trzeba się przygotować. W końcu, skoro żadna polska drużyna nie może pomarzyć o takim sukcesie sportowym, to przynajmniej popatrzymy jak Polak sędziuje.

 

Ekipa Anglików, z którymi dzielimy hostel chyba oglądała mecz na mieście, bo tylko garstka towarzyszyła nam przed telewizorem. Przy czym Mateusz filozoficznie stwierdził, że to fajnie móc sobie rozmawiać swobodnie w rodzimym języku, skoro oni nie rozumieją ani słowa, a jednocześnie rozumieć tyle o ile, co oni mówią. A na to dziewczyna dosłownie siedząca obok niego: „Tak myślisz”? Córka polskich imigrantów zgasiła Matiego jednym tekstem. Nie widziałem go jeszcze, tak zmieszanego. Ale żeby była jasność. Pomiędzy dwoma grupami nie ma żadnej niechęci i nikt nie był na tyle niedojrzały, by pozwolić sobie na jakieś niemiłe uwagi.

 

To był bardzo dobry dzień.

Dzisiaj byliśmy na plaży a wcześniej zwiedziliśmy Giełdę Jedwabiu, ale o tym innym razem.

Komentarze